Instalacja operuje światłem jak materią, a materią jak światłem. Złota, refleksyjna powierzchnia odbija ciało widza, rozszczepia, rozmywa, multiplikuje. Odbiorca nie widzi siebie w sposób stabilny; doświadcza siebie jako zjawiska. W lustrzanej, a zarazem półprzepuszczalnej membranie ciało traci kontur, zanurza się w ciepłej poświacie, jakby przechodziło w stan zawieszenia. Złoto jest filtrem. Barwi rzeczywistość na jeden ton, wycisza kontrasty, spowalnia percepcję. Instalacja konstruuje sytuację graniczną: pomiędzy widzialnym a niewidzialnym, pomiędzy obecnością a zanikiem, pomiędzy byciem a nie-byciem. Powierzchnia płaszczyzn działa jak delikatna skóra – reaguje na najmniejszy ruch powietrza. Odbiorca nie tyle „wchodzi” w przestrzeń, ile zanurza się w złotym blasku, stając się jednocześnie aktorem i scenografią, obrazem i obserwatorem. Performans dokonuje się bez scenariusza. Lubię myśleć o tej instalacji, jak o złotym naczyniu. Tymczasowym, lekkim, przepuszczalnym. Jest więc propozycją mikro-świata: fragmentem rzeczywistości, w którym czas gęstnieje. W którym przestrzeń nie jest tłem, lecz współuczestnikiem. W którym poczucie samego siebie w swoim ciele (samopoczucie) jest procesem – subtelnym, nieuchwytnym, ale realnym jak światło osiadające na skórze.